Modern Day Sins
Nowoczesne Grzechy biorą stary pomysł, o którym wszyscy słyszeli, i nadają mu świeżą, nowoczesną formę. Siedem grzechów głównych nie jest już traktowanych jak surowe zasady z zakurzonej książki. Tutaj wydają się bardziej jak siedem różnych nastrojów, siedem sposobów, w jakie ludzie mogą dać się ponieść własnym impulsom.
Każdy grzech staje się swoim własnym małym światem z własnym odczuciem. Jedna historia może być napięta i niespokojna, inna wolna i ciężka, jeszcze inna jasna i pełna ego. Wszystkie są różne, ale należą do tego samego uniwersum. To sprawia, że cały projekt wydaje się spójny, nie będąc powtarzalnym.
Miłe jest to, że nic nie próbuje cię pouczać. Nie ma moralizatorskiego palca wskazującego. To bardziej jak obserwowanie różnych stron ludzkiej natury w kreatywnej formie. Czasami jest dramatycznie, czasami cicho, czasami trochę niewygodnie — w dobrym sensie.
Seria mocno opiera się na nastroju. Światło, dźwięk, przestrzeń, timing — to wszystko mówi wiele. Nie czujesz się pospieszany z jednej sceny do drugiej. Rzeczy rozwijają się w swoim własnym tempie.
Na koniec Nowoczesne Grzechy wydają się mniej koncepcją na papierze, a bardziej zbiorem małych, przeżytych historii o pokusie, wyborze i dziwnych sposobach, w jakie ludzie podążają za swoimi pragnieniami.














